Blog o tworzeniu biżuterii ze skóry naturalnej

O mnie

Witaj! Nazywam się Justyna Wawrzyńczak i miło mi gościć Cię na moim blogu.

Dzielę się tu całym procesem tworzenia biżuterii ze skóry naturalnej, wyzwaniami, jakie napotkałam jako początkujący rękodzielnik, narzędziami jakie przyszło mi testować a także moimi realizacjami. Zapraszam po inspirację. A teraz kilka słów o mnie 😉

Odkąd pamiętam uwielbiałam robić coś ręcznie. Jako dziecko miałam to szczęście, że dni spędzałam w domu z babcią, podczas gdy mama była w pracy. A z babcią się człowiek nie nudził! 🙂 Oprócz dość klasycznych aktywności dziecięcych, takich jak kolorowanie, rysowanie, wyklejanie, wycinanie, malowanie, lepienie z plasteliny, babcia nauczyła mnie np. szydełkować, wyszywać, szyć i cerować (nikt już raczej niczego nie ceruje- idzie się do sklepu i kupuje nową pakę skarpetek…) 😉

Zdjęcie autorki bloga Justyny Wawrzyńczak w kapeluszu

Oczywiście z domu też wychodziłam bawić się w piaskownicy, biegać i wchodzić na drzewa, bo wiecie, zabrzmiało jakbym tylko cerowała te skarpetki i cerowała…. 😀 Ponadto zwiedziłam z babcią kawał Warszawy – zamki, pałace, parki, pomniki, place zabaw, ogrody, muzea (Muzeum Karykatury szczególnie zapadło mi w pamięć – powiedziałam babci ofuczona, że dziwne są te wszystkie rysunki, ludzie mają za wielkie głowy, i ogólnie to ja bym to lepiej wszystko narysowała….) 😀

Babcia nauczyła mnie też „chomikowania”… – zawsze przygotowana na każdą ewentualność, potrafiąca wygrzebać ze swoich tajnych zasobów guzik idealnie pasujący, do tego, który się właśnie zgubiło. Zbierająca dużo „przydasiów” – bo nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą! A wszystko mogło się przydać – skrawki materiałów, skórki na łatki – takie na rękawach albo kolanach spodenek, włóczki, tasiemki, sznurki, paski, kokardki, rzepy, haftki, suwaki, tekturki, opakowania, puszki po herbacie, pudełka itp….i ja też mam takie królestwo…. no w sumie to nawet kilka….. Zero waste – jeszcze zanim to było modne! 😉 Ale pamiętajmy, że i czasy były inne- człowiek nie wyrzucał „bo mu się znudziło” i nie kupował od tak sobie innych rzeczy, bo niewiele było na sklepowych półkach i jakoś trzeba było sobie radzić….

Zawsze znalazłam sobie coś do roboty…

własnoręcznie ufilcowana na sucho  sowa z wełny
Taką sówkę sobie niedawno ufilcowałam 🙂

Moje ulubione zajęcia w podstawówce to była plastyka i ZPT (dla młodszego pokolenia to skrót od: Zajęcia Praktyczno-Techniczne). Na te zajęcia byłam zawsze przygotowana! 😉 Na plastyce to głównie rysunek- ale a to farbami, a to węglem- zawsze coś się działo, ale ZTP…. Czego to się nie robiło na takich zajęciach!!! Na Dzień Matki uszyliśmy naszym mamom rękawicę kuchenną, innym razem zrobiliśmy własnoręcznie deskę do krojenia, wyszydełkowaliśmy kurki-ocieplacze na jajka na Wielkanoc, robiliśmy makietę/dioramę używając pustych opakowań po różnych produktach (plastikowych i tekturowych)- zbieranych pieczołowicie już z miesiąc wcześniej i wyrywanych rodzicielce z rąk, ilekroć chciała coś wyrzucić… 🙂 Wazoniki z masy papierowej, zakładki do książek, zielnik z własnoręcznie zebranymi roślinkami, oprawianie w nowe okładki uszkodzonych książek ze szkolnej biblioteki….ach, żeby to człowiek wszystko spamiętał!

Jak byłam starsza też sobie coś zawsze znalazłam do roboty: lepiłam i utwardzałam biżuterię z modeliny, wyszywałam haftem krzyżykowym, zrobiłam raz ramkę na zdjęcie z liści orzecha włoskiego, a jak nie miałam torby na książki – to sobie ją uszyłam… 🙂 Plotłam bransoletki z muliny – ale kto wtedy tego nie robił! Wszystkie przerwy szkolne nam na to schodziły- no chyba, że aktualnie skakałyśmy w gumę 😉 W liceum, ku rozpaczy rodziców, połowę przedramienia zajmowały na moim ręku bransoletki wszelakie- zawiązane na stałe- co oznacza, ni mniej ni więcej, że po prostu ich nie zdejmowałam wcale… (z perspektywy czasu uważam, że to nie było zbyt higieniczne) 😀 Potem człowiek dorósł, odłożył „głupoty” na przysłowiową półkę i poszedł w świat studiować, pracować, jednym słowem: walczyć o przetrwanie.

Hobby dające frajdę

W końcu jednak przypomniałam sobie, że to były zawsze zajęcia, które dawały mi mnóstwo przyjemności i były świetną odskocznią od codzienności, więc wróciłam już jako osoba dorosła- głównie do robienia biżuterii na swoje własne potrzeby (no i na prezent dla koleżanek też zawsze się coś znalazło).

Chociaż zdarzyło mi się zrobić wianek na drzwi lub ufilcować jakieś zwierzątko, to zawsze najbardziej uwielbiałam kolczyki i dążyłam do tego, żeby mieć takie do każdej stylizacji i pasujące do każdego koloru ubrania. Jak były mi potrzebne na szybko kolczyki do nowej bluzki, to nie było problemu – szybciutko sobie jakieś „ukręciłam” 😉

Produkty hand-made zawsze były też moją pasją, jako osoby, która sama kupuje takie wyroby. Do tej pory tak mam, że lubię wesprzeć jakiegoś rękodzielnika: kupić od kogoś, kto włożył w swoją pracę talent, czas i serce. Jestem na wielu hand-made’owych grupach w Internecie, obserwuję mnóstwo twórców, a inspiracje dla duszy z Pinteresta przeglądam do poduszki…

Garstka kolczyków własnej roboty z mojej szkatułki...
Garstka kolczyków własnej roboty z mojej szkatułki…

W 2022 roku rozpoczęłam przygodę z wykorzystaniem do tworzenia biżuterii skóry naturalnej. I całkowicie się zakochałam w tym hobby! Skóra naturalna jest świetnym materiałem, który w naszych rękach może zamienić się w biżuterię – zarówno taką na co dzień, jak i bardziej wyszukaną. Można ją wycinać w różne kształty, malować po niej, mieszać różne faktury i kolory. Bransoletki wykonane ze skóry są lekkie, nie obciążają nadgarstka i są… ciepłe. Przejmują ciepło naszego ciała i je oddają. A kolczyki?! A kolczyki mogą być bardzo duże – i jednocześnie lekkie, więc nie obciążają ucha! A do tego wszystkiego odzyskujesz skrawki, odpad po wyrobie galanterii lub mebli – dajesz im drugie życie. A przecież to cenny i szlachetny surowiec, który nie powinien się zmarnować!

Nie uważam się za wielkiego rękodzielnika, bo cały czas się uczę, próbuję i eksperymentuję. Odkrywam różne sposoby na zagospodarowanie tych skrawków, które już nabyłam, marzę o następnych i myślę o nowych pomysłach na ich wykorzystanie. Dokupuję wciąż nowe narzędzia, farby, półfabrykanty i dobrze się przy tym bawię. I tak zrodziła się myśl, żeby wyjść z tym gdzieś do ludzi (do Ciebie skoro to czytasz!). Wyjść, „z szafy”- pokazać gdzieś to co do tej pory trafiło „do szuflady” (żartuję – eksponuję dumnie wszystko co zrobiłam dotychczas i nie włożyłabym tego do szuflady!) 🙂 I tak powstaje powoli ta strona- obiecuję, że z czasem będzie wszystkiego przybywać! Zdjęć, wpisów na blogu, materiałów, którymi chcę się podzielić. A, że to hobby daje mi niesamowitą frajdę- stąd nazwa tego bloga. Rozgość się więc i zapraszam Cię do obserwowania moich „przygód” 😉

Zdjęcie prywatne ze zbiorów Justyny Wawrzyńczak prezentujące zrobiony ręcznie kolczyk ze skóry naturalnej.
Zdjęcie prywatne ze zbiorów Justyny Wawrzyńczak prezentujące zrobione ręcznie pierwsze z kolczyków ze skóry naturalnej.
Zdjęcie prywatne ze zbiorów Justyny Wawrzyńczak prezentujące zrobiony ręcznie kolczyk ze skóry naturalnej.